Tak, jak renesansowa Florencja nie była gotowa pomieścić dwóch tak wielkich artystów, jak Leonardo da Vinci i Michał Anioł Buonarroti, tak biblioteka w Psarach nie była przygotowana mentalnie na ten, jakże interesujący wykład Agnieszki Kijas o dwóch genialnych twórcach włoskiego renesansu.
Wykład, który prowadziła autorka wielu biografii znanych malarzy oraz krytyk sztuki Agnieszka Kijas odbył się w miniony czwartek (15.01.2026 r.) w ramach cyklu spotkań ze sztuką. Opowieść o dwóch wielkich geniuszach włoskiego renesansu wywarła niezatarte wrażenie na słuchaczach wykładu, podobnie jak twórczość obydwu mistrzów na historię sztuki.
Renesans lubił wielkie gesty, ale jeszcze bardziej kochał wielkie charaktery. A gdy Florencja – miasto ambicji, marmuru i pychy – stała się areną spotkania dwóch geniuszy, historia sztuki wstrzymała oddech. Oto bowiem naprzeciw siebie stanęli: Leonardo da Vinci i Michelangelo Buonarroti. Dwaj mistrzowie, dwie wizje świata, dwa żywioły, które nie mogły się ze sobą nie zetknąć.
Leonardo był jak woda – płynny, ciekawski, niespokojny. Rozlewał się po nauce, anatomii, inżynierii i malarstwie, nigdy nie spieszył się z finałem. Michał Anioł przypominał ogień – skupiony, gwałtowny, drążący jeden temat aż do bólu. Marmur był jego rozmówcą, a Bóg – surowym redaktorem.
Między artystami iskrzyło. Michał Anioł miał Leonarda za teoretyka – kogoś, kto więcej notuje, niż kończy. Leonardo z kolei widział w rywalu brutalną siłę, pozbawioną subtelności. Ich spotkania bywały chłodne, a słowne uszczypliwości krążyły po Florencji niczym plotki na targu.
A jednak – ironia losu – obaj uczyli się od siebie. Nawet jeśli nigdy by tego nie przyznali. Leonardo podziwiał anatomię Michała Anioła, a Michał Anioł studiował leonardiański ruch i ekspresję.
Leonardo patrzył na człowieka jak na cud natury – skomplikowaną maszynę, w której mięśnie, emocje i światło współgrają w delikatnej harmonii. Michał Anioł widział w nim pole walki ducha z materią. Jego postacie są napięte, jakby za chwilę miały pęknąć pod ciężarem istnienia.
Na początku XVI wieku władze Florencji postanowiły ozdobić Salę Wielkiej Rady w Palazzo Vecchio dwoma monumentalnymi freskami. Temat: wojenne triumfy republiki. Leonardo miał namalować Bitwę pod Anghiari, Michał Anioł – Bitwę pod Casciną. Dwie ściany, dwa temperamenty, jeden moment w historii, który zapowiadał artystyczny nokaut.
Leonardo eksperymentował – jak zawsze. Szukał nowej techniki, która pozwoliłaby mu osiągnąć głębię emocji i ruchu. Technika zawiodła. Fresk zaczął się rozpływać, jakby sam mistrz nie mógł utrzymać własnej wizji w ryzach materii. Michał Anioł, młodszy, ale piekielnie ambitny, przygotował karton pełen napiętych ciał, skręconych torsów i muskularnej furii. Jego dzieło nigdy nie zostało ukończone – los, polityka i kolejne zamówienia pokrzyżowały plany. I tak, paradoksalnie, największy pojedynek renesansu pozostał niedokończony.
Dziś obaj stoją ramię w ramię w panteonie sztuki. Leonardo – uśmiechnięty, tajemniczy, wiecznie niedopowiedziany. Michał Anioł – monumentalny, bezkompromisowy, surowy jak kamień, który kochał. Ich rywalizacja nie wyłoniła zwycięzcy. Wyłoniła epokę.
I może właśnie o to chodziło. Bo gdy spotykają się dwa żywioły, nie chodzi o to, który wygra. Chodzi o to, co po nich zostanie. A po Leonardzie i Michale Aniele została sztuka, która do dziś uczy nas patrzeć głębiej – na obraz, na człowieka i na samych siebie.
My zaś, słuchacze tego pasjonującego wykładu, zostaliśmy bogatsi o nowe, wzruszające emocje, związane z kontaktem ze sztuką najwyższych lotów.
